Debata 2010 - Stanowisko Klubu
 
 

 

 

Rozmowa z Eurodeputowanym PO Rafałem Trzaskowskim

 

 

Witam. Na początek wypada zadać pytanie dotyczące Traktatu Lizbońskiego , który wszedł 1 grudnia w życie – co on zmienia w funkcjonowaniu Unii Europejskiej?

Jest  to jeden z kolejnych traktatów, które reformują Unię. Traktat nie wprowadza niesłychanej rewolucji. Niemniej jednak wprowadza kilka ważnych zmian. Podstawową zmianą jest wzmocnienie Parlamentu Europejskiego. Procedura współdecydowania parlamentu obejmie wszystkie dziedziny, którymi się zajmuje Unia. Do tej pory w niektórych obszarach Parlament Europejski współdecydował, a w innych tylko był konsultowany, m.in. w rolnictwie, w części polityki socjalnej. Teraz właściwie dla każdej dyrektywy czy rozporządzenia na to, żeby stała się ona prawem, będzie musiała być zgoda Parlamentu. Jest to wzmocnienie niebywałe zwłaszcza w tych obszarach gdzie Parlament miał dosyć znikome kompetencje.

 

trzaskowski.png

Europoseł
Dr.Rafał Trzaskowski

Od czerwca 2009 roku, Europoseł PO w Parlamencie Europejskim. Wiceprzewodniczący Komisji Spraw Konstytucyjnych, członek Delegacji do spraw stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. Działa także w Komisji Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów, w Delegacji do komisji współpracy parlamentarnej UE - Mołdawia oraz w Delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Euronest. Doradca Przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego Jacka Saryusz-Wolskiego oraz Delegacji Platformy Obywatelskiej w Parlamencie Europejskim (2004-2009). Wykładowca akademicki w Collegium Civitas w Warszawie (od 2000 roku) oraz w Krajowej Szkole Administracji.

strona internetowa: www.rafaltrzaskowski.pl

Kolejna rzecz to jest kwestia budżetu, gdzie parlament uzyskuje status i uprawnienia równe państwom członkowskim. I ostatnia rzecz dotycząca PE, po raz pierwszy parlament będzie uczestniczył w nadzorze nad implementacją unijnego prawa, czyli nie tylko stanowienia, ale też wdrażania. Do tej pory robiła to Komisja pod nadzorem państw członkowskich. Druga szalenia istotna zmiana wynikająca z Traktatu Lizbońskiego to wzmocnienie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa w ten sposób, że będziemy mieli szefa unijnej dyplomacji - Catherine Ashton, która będzie reprezentowana zarówno w Radzie Europejskiej jak i w Komisji Europejskiej, bo ona będzie tak naprawdę w obu tych instytucjach funkcjonować. Będzie nadzorować wszystkie spotkania ministrów spraw zagranicznych państw członkowskich. Do tej pory było tak, że był rozdźwięk pomiędzy tą częścią międzyrządową polityki zagranicznej, gdzie były podejmowane decyzja polityczne a, tym co robiła Komisja. W tej chwili po raz pierwszy będzie to robiła jedna osoba. I to oznacza, że jest zgoda Unii, bo tam gdzie się państwa członkowskie nie mogą dogadać decyzje są podejmowane jednomyślnie, tam gdzie będzie zgoda państw członkowskich to będzie można w sposób bardziej aktywny i efektywny zaprezentować Unię na arenie międzynarodowej.

Jeżeli już mówimy o polityce zagranicznej to spytam o Partnerstwo Wschodnie. Chodzi mi zwłaszcza o naszych sąsiadów - Białoruś i Ukrainę. Jakie tutaj są główne wyzwania i założenia?

Głównym pozytywem wynikającym z Partnerstwa jest to, że nadano polityce sąsiedztwa z krajami Wschodu nowej dynamiki. Polska i Szwecja pokazały, że jest w stanie zwrócić uwagę, że warto to robić w sposób bardziej ambitny, a poza tym, że to powinien być jeden z priorytetów, no i przekuły ten swój priorytet na priorytet całej Unii. Co ważne udało się ten priorytet obronić i obronić na to dodatkowe pieniądze. Zaleta Partnerstwa Wschodniego jest taka że Unia, a zwłaszcza jej instytucje działają tak, że jak już machinę się puści w ruch to potem to funkcjonuje. Sukcesem jest w związku z tym to że stało się to unijną inicjatywą, że tam są konkrety za którymi idzie właśnie działalność Komisji. Natomiast problem polega na tym, że nasi sąsiedzi, np. Ukraińcy sami sobie trochę w strzelają w stopę. Ciągła niestabilność, nieobliczalność, powoduje że jest mało zapału po stronie unijnej, żeby przyspieszać realizację Partnerstwa. Reasumując dobrze się stało, że to Partnerstwo jest, machina powoli działa, natomiast w tej chwili wśród państw członkowskich nie ma za bardzo ambicji do tego, żeby przyspieszać. Zwłaszcza, że kryzys finansowy doprowadził do tego, że niechętnie państwa członkowskie zajmują się tym co poza Unią, co doprowadza do spowolnienia procesu przyjmowania nowych członków, jak i procesu właśnie zbliżania państw sąsiedztwa do Unii.

Czy wybory na Ukrainie w styczniu mogą coś zmienić w relacjach tego kraju z UE?

Wybór konkretnej opcji jest na pewno lepszy niż bezkrólewie, natomiast te wojny podjazdowe trwają tak długo, że zniechęca to Unię Europejską do „politycznego inwestowania” na Ukrainie, a Ukraina tego potrzebuje. Rodzi się natomiast pytanie, czy potem, jeżeli będzie wybrana na przykład Julia Tymoszenko, rzeczywiście będziemy mieli większą stabilność na Ukrainie? Miejmy nadzieję, że decydowany wybór jednej lub drugiej opcji, oczywiście z naszego punktu widzenia lepiej żeby była to Julia Tymoszenko, zapewniłby stabilność, a to rzeczywiście może ożywić partnerstwo, bo w tej chwili to wysiłki Unii napędzane przez Polskę trafiają trochę w próżnię.

A jak wygląda sprawa z Białorusią, czy tam faktycznie jest jakaś szansa na współpracę w ramach PW?

Wykonanych zostało parę ruchów w stronę Aleksandra Łukaszenki, naszego „ulubionego dyktatora”. Trochę na zasadzie „dawania marchewki” – jeżeli on będzie z nami współpracował, jeżeli wypuści opozycjonistów to my zniesiemy być może niektóre sankcje. Natomiast no on nie do końca z tej oferty skorzystał. Bawi się z Unią trochę w kotka i myszkę. Mieliśmy takie że będziemy rozmawiać, z wami z rządem, jeżeli oni pozwolą nam równolegle rozmawiać i pomagać opozycji. Chcieliśmy dwutorowo prowadzić politykę względem Białorusi. Między innymi niedawno w Parlamencie Europejskim z naszej inicjatywy zainaugurowana została działalność Euronest czyli forum parlamentarnego, w którym z jednej strony są przedstawiciele Parlamentu, a z drugiej przedstawiciele parlamentów sześciu krajów Partnerstwa Wschodniego. I właśnie tam zgodziliśmy się, właściwie trochę wbrew swoim zasadom, na podzielenie reprezentacji białoruskiej, tak że w części będą to przedstawiciele reżimowego parlamentu, a w połowie opozycja. To był gest wykonany w kierunku Łukaszenki, bo wcześniej chcieliśmy zaprosić tylko opozycjonistów. Ale Łukaszenka nie chce teraz na takie rozwiązanie zgodzić, on chce żeby w stu procentach byli to przedstawiciele reżimowego parlamentu. Ten przykład pokazuje, że musi być gotowość obydwu stron, żeby prowadzić konstruktywny dialog.

Jak Wschód to i energetyka. Z jednej strony złoża węgla mogą się nam w perspektywie kilkudziesięciu  lat wyczerpać. Z drugiej dużo mówi się o energii odnawialnej.  alternatywną, jak to się mówi ładnie geotermię, biomasę, wodne, wiatrowe elektrownie, czy widzisz tutaj jakieś, czy Polska ma szansę żeby się na to przestawić?

Na pewno nie ma szans, żeby się w stu procentach przestawić. Wszyscy specjaliści są zgodni, że trzeba działać na kilku frontach. Z jednej strony mamy węgiel, ale w związku z wygórowanymi standardami a propos emisji gazów, które planuje Unia będzie to bardzo drogi i coraz droższy surowiec. W związku z tym równolegle trzeba szukać sposobów technologicznych na tak zwane czyste technologie węglowe, czyli inwestować w to żeby ten CO2 składować gdzieś pod ziemią, takie technologie są tylko trzeba nad tym pracować i inwestować. Druga rzecz, na pewno nowe źródła energii, tzw. odnawialne – póki co jako uzupełnienie. Trzecia sprawa, najważniejsza, to jest dywersyfikacja dostaw gazu, żeby nie być uzależnionym od Rosji. Gazociąg Nabucco z Morza Kaspijskiego przez Turcję może być alternatywą. Trzeba inwestować w gazoport, żeby móc transportować np. skroplony gaz. I czwarta rzecz, to należy rozważyć czy to wszystko wystarczy, czy trzeba jednak myśleć o energii nuklearnej. Moim zdaniem żaden z tych czterech kierunków samodzielnie nie wystarczy. Tylko mix wszystkich rozwiązań, albo przynajmniej trzech może spowodować, że mapa energetyczna będzie wyglądała tak, że będzie w stanie sprostać naszym potrzebom.

A propos elektrowni atomowych – jak przekonać do nich Polaków? Pomysł budowy elektrowni w naszym kraju upadł kiedyś właśnie dlatego, że Polacy nie zostali do niego przekonani.

Dobre pytanie. Przede wszystkim trzeba uświadomić ludziom, że nie będą to elektrownie na wzór sowieckich, tylko, np. na wzór choćby francuskich, które są najbezpieczniejsze na świecie. Można, a nawet trzeba współpracować w tym zakresie z Francuzami. Są to technologie bezpieczne i najczystsze dla środowiska. Na pewno trzeba przeanalizować pozostałe opcje zapewnienia sobie źródeł energii, a jeżeli się okaże że są one niewystarczające, to potrzebna będzie wola polityczna żeby taki projekt wprowadzić w życie i przekonywać wcześniej ludzi, że warto.

Energetyka to dla Polski bardzo strategiczna sprawa. Ostatnio dużo się mówi o  solidarności energetycznej. Co zrobić, żeby w tej kwestii Polska nie musiała obawiać się Rosji?

 

Traktat Lizboński rzeczywiście ma klauzule, które mówią o solidarności jeżeli chodzi o energie. Daje podstawy do tego, żeby w ogóle Unia miała w przyszłości wspólną politykę energetyczną, bo w tej chwili jest tylko koordynacja, ale każdy tak naprawdę działa na własną rękę. W związku z tym jest docelowo możliwość, że będziemy mieli wspólną politykę energetyczną, ale to nie jest tak, że Traktat nam to załatwi sam. To jest tylko otwarcie furtki, ale musi być wola polityczna, żeby to wcielić w życie i od tego trzeba zacząć. Równolegle Komisja Europejska zaproponowała, i my pracujemy teraz w Parlamencie nad tym, nowe rozporządzenie o bezpieczeństwie energetycznym, gdzie właśnie mówi się o solidarności, o tym, żeby w razie czego stworzyć takie mechanizmy, że jeżeli jeden kraj ma problemy, to inne przychodzą mu z pomocą. Bilateralnych porozumień nie powstrzymamy, dlatego  że po prostu państwa członkowskie różnie postrzegają kwestie dywersyfikacji i np. Niemcy twierdzą że w ich interesie jest to, żeby mieć gazociąg północny, Włosi twierdzą że podoba im się South Stream czyli coś co jest konkurencją do Nabucco. Problem polega na tym, żeby równolegle, jeżeli nie uda nam się zablokować tych pomysłów, które nie są dobre dla całej Unii, tylko dla niektórych ich członków, żeby równolegle wypracować takie mechanizmy, żeby w razie potrzeby móc sobie pomagać. Na przykład jeżeli pójdzie już rura po dnie Bałtyku do Niemiec nas omijając, to w momencie kiedy Rosjanie zakręcają nam kurek – Niemcy będą mogli nam swój gaz pompować z powrotem. Tak więc generalnie to rozporządzenie o bezpieczeństwie energetycznym zmierza w tym kierunku, żeby wprowadzić dodatkowe mechanizmy, dodatkowe zbiorniki, dodatkowe procedury prześwietlania umów bilateralnych pod tym kątem czy one są zgodne z prawem unijnym, z prawem konkurencji itp. I to jest metoda, bo będziemy mieli takie mechanizmy, że jeżeli ktoś nam będzie chciał zrobić krzywdę, to inne państwa przyjdą nam z pomocą. Oczywiście docelowo trzeba budować wspólną politykę energetyczną, żebyśmy wszystkie decyzje w tym strategicznym obszarze podejmowali razem. Tak jak w tej chwili polityka handlowa unijna jest jedna i to jest wyłączna kompetencja Unii Europejskiej. Nie ma możliwości, że Niemcy podpiszą swoją umowę z Urugwajem, a my swoją, tylko Unia negocjuje takie umowy. I chodzi o to, żeby w przyszłości było podobnie z umowami dotyczącymi energii.

Jak już jesteśmy przy planach wspólnej polityki energetycznej to zapytam o inną wspólną politykę – rolną. Dla Polski to jest istotna sprawa. Około 40 procent Polaków mieszka na wsi, z czego połowa z nich żyje z rolnictwa. W jakim kierunku powinna zmierzać wspólna polityka rolna?

Na pewno polityka rolna jest potrzebna, tu wszyscy się zgadzamy. I nie tylko chodzi o Polskę bo mamy tu interes bo mamy duże rolnictwo, ale o to że nie ma zezwolenia w Unii Europejskiej na to, żeby tą politykę rolną realizować tylko i wyłącznie poprzez mechanizmy rynkowe. Nie chcemy mieć rolnictwa na wzór amerykański, tylko chcemy mieć różnorodność, z dwustoma gatunkami sera we Francji między innymi. Tak więc ta polityka jest konieczna i zwłaszcza dla nas, jako, że mamy duży sektor rolny, dużo subwencji itd. Natomiast tę politykę trzeba reformować. Jest miejsce na jej reformę, dlatego ze my nie doszliśmy jeszcze do pełni dopłat bezpośrednich tych, które otrzymują stare państwa członkowskie. Nawet ograniczając dopłaty starym państwom członkowskim, a my nadal jakby będziemy dostawali te same pieniądze. Poza tym dopłaty powinny być oddzielone od produkcji, żeby ta produkcja była racjonalna. Żeby uniknąć sytuacji w której nieważne czy jest na dany towar popyt produkujemy ile wlezie, żeby dostać jak najwięcej więcej subwencji. Tak więc są przesłanki, czy wręcz konieczność, żeby tę wspólną politykę rolną reformować, żeby ją modyfikować i żeby była ona bardziej elastyczna, żeby pieniądze były mniejsze, ale bardziej racjonalnie wydawane. Krótko mówiąc – racjonalizować. Tak żeby budżet unijny nie wydawał na rolnictwo 40 procent, bo nie ma na to uzasadnienia. Oczywiście dalej będzie to bardzo poważna suma w budżecie i ja myślę, że co do tego jest zgoda. Pytanie oczywiście jak ta reforma ma być głęboka i tutaj już opinie się różnią, bo niektórzy jak Brytyjczycy czy Duńczycy chcieliby żeby ta reforma była dużo, dużo bardziej ambitna. My chcemy żeby była ona była racjonalna i nie wprowadzana z dnia na dzień.

Za półtora roku Polska obejmuje prezydencję w UE – jakie mamy priorytety?

Problem polega na tym, że prezydencja wpisuje się w to, co w danym momencie robi Unia. I tutaj nie ma tak, że siadamy i wymyślamy priorytety. Robimy to co wynika z kalendarza. Oczywiście możemy wymyślić jeden, czy dwa priorytety, które wprowadzamy do kalendarza, ale tak naprawdę najważniejsze jest to co już zaplanowane. I w związku z powyższym, to właśnie my będziemy reformowali budżet i unijną politykę rolną. Bo właśnie na naszą prezydencję przypada reforma budżetu i to będzie dla nas najtrudniejsze, bo będziemy odpowiedzialni za cały proces negocjacyjny z tym związany. A pamiętajmy, że państwo przewodniczące musi się trochę postawić ponad swoje interesy i brać pod uwagę interes wszystkich i prowadzić negocjacje w duchu niezależności. To będzie bardzo trudne, zwłaszcza w obszarach, w których mamy silne interesy. Poza tym w okresie polskiej prezydencji na pewno będziemy chcieli, żeby Partnerstwo Wschodnie, któremu nadaliśmy dynamikę,  było jak najmocniej realizowane. Być może będzie okazja do zrealizowania jakiegoś spektakularnego projektu w tym zakresie. Natomiast trzeba podkreślić, że bardzo dużo w agendzie Unii wynika z tego, co się akurat w danym momencie dzieje. To że Francuzi musieli rozwiązywać problem w Gruzji, to że Słoweńcy musieli nagle stawić czoła kryzysowi gazowemu, a potem Czesi mieli dokładnie problem, jeżeli chodzi o relacje ukraińsko-rosyjskie to są rzeczy nieprzewidywalne. My również będziemy musieli reagować na to co się zdarzy. Zobaczymy czy na przykład nie będą właśnie finalizowane te wszystkie kwestie związane z kryzysem finansowym, który w tej chwili właśnie obserwujemy. Reasumując na pewno w agendzie naszej prezydencji będzie reforma budżetu i rolna, no na pewno Partnerstwo Wschodnie. Do tego dochodzi jeszcze problem, że implementacja Traktatu Lizbońskiego zmienia trochę sposób sprawowania prezydencji ponieważ w radzie europejskiej już mamy szefa stałego, mamy szefa dyplomacji i dopiero teraz po prezydencji hiszpańskiej, która się zacznie w styczniu będziemy widzieć jak to w praktyce będzie wyglądać. Jaka będzie rola państwa członkowskiego, które ma pełnić rolę przewodnika w tej prezydencji zespołowej w zestawieniu z nowościami traktatu. To się w tej chwili dopiero wykluwa i nagle się okazało, że nie jest kilka znaków zapytania – m.in. jaka ma być rola premiera państwa przewodzącego, w momencie kiedy od 1 grudnia to Herman Van Rompuy jest teraz stałym przewodniczącym Rady Europejskiej.

Ostatnie pytanie trochę bardziej osobiste. Czym Pan zamierza zajmować się w Parlamencie Europejskim w rozpoczętej pół roku temu kadencji?

Jestem wiceszefem Komisji Konstytucyjnej, a do tego jeszcze wicekoordynatorem największej frakcji czyli EPP (European People's Party – Europejska Partia Ludowa) i już w tych dwóch obszarach jest mnóstwo pracy. My jako parlament chcemy aktywnie uczestniczyć w procesie implementacji Traktatu Lizbońskiego. W tej chwili na przykład przygotowujemy przesłuchania komisarzy. Ja jestem odpowiedzialny za przesłuchanie komisarza odpowiedzialnego za kwestie instytucjonalne i całą administrację unijną. Oprócz tego jest mnóstwo kwestii dotyczących kompetencji parlamentu, kompetencji wewnątrz parlamentu, dotyczących dostosowania naszego regulaminu do nowej rzeczywistości po Traktacie Lizbońskim. Ale również na przykład dotyczących nowej procedury wyborczej do Parlamentu Europejskiego, która ma być jedna  i ta sama w całej Unii. To są moje priorytety wynikające z funkcji, z zainteresowań i doświadczeń. Natomiast oprócz tego jestem członkiem Komisji Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów, w której to zajmuję się kilkoma sprawami głównie dotyczącymi liberalizacji usług i funkcjonowania jednolitego rynku. Jestem w delegacji Parlament Europejski – Stany Zjednoczone, gdzie również bardzo wiele się dzieje. Można powiedzieć, że mamy w tej chwili dosyć ostrą intensyfikację dialogu legislacyjnego między Kongresem a nami. Jestem również w Delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Euronest, tzn. w tym forum PE, a nasi sąsiedzi z Partnerstwa Wschodniego, więc kwestie polityki wschodniej mam również na uwadze.

Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę sukcesów

21 grudnia 2009
Rozmawiał Michał Dąbrowski

   
 
Serwis wykonanał RJS.- 2009.